Trochę wolnego czasu na nowy rok i święta, skłania człowieka zabieganego do tego by trochę odetchnąć i wyrwać się znów na chwilę. Tym razem kierunek podróży wytyczony został na południowy zachód, do stolicy województwa dolnośląskiego, miasta Wrocław.
Środek lokomocji w tym przypadku to samochód. A z tym wiązała się chęć przejechania jedną z niewielu Polskich autostrad. W związku z czym ruszyliśmy trasą na Katowice, gdzie po minięciu 28 fotoradarów dotarliśmy do stolicy Śląska. W mieście kopalni odbiliśmy na Wrocław autostradą A4. Mały ruch, szeroka droga, zanim się obejrzeliśmy dotarliśmy na miejsce. Co ciekawe autostrada A4 jest drogą bezpłatną, co było miłym zaskoczeniem, gdyż spodziewałem się wysokiej ceny za tak luksusowe warunki jazdy.
Na nocleg wybrałem hotel Novotel, ze względu na „promocyjną” cenę 175zł. Sam hotel niestety do najpiękniejszych nie należał. Czas się w nim zatrzymał w latach ’80, jeżeli chodzi o wystrój wnętrza i elewację zewnętrzną. Zdecydowanie przydał by się generalny remont. Śniadania, które kosztuje 39zł od osoby, nie spróbowałem, więc nie wiem czy warte jest tej kwoty. Dodatkowa opłata za parking (35zł/doba) już całkowicie mnie zniechęciła. Były też plusy, czysto i pokój bardzo przestronny.
Jeszcze tego wieczora, by nie tracić czasu, ruszyliśmy na wstępne oględziny miasta. Dojechanie na starówkę udało się tylko i wyłącznie dzięki systemowi GPS, system ulic dla osoby z zewnątrz jest mało przyjazny.
Po dotarciu na rynek, przywitała nas wielka aluminiowa konstrukcja, będąca pozostałością po odbywającym się tam jeszcze wczoraj sylwestrowym wieczorze. Na tej scenie jeszcze paręnaście godzin temu biegała Doda bawiąc publiczność swoim ekstrawaganckim strojem.
Starówka wrocławska jest bardzo ładna, jednak nie powaliła mnie na kolana (a tego się spodziewałem). Kolejnego dnia zaczęliśmy konkretniejsze zwiedzanie. Dobrym początkiem jest wieża widokowa bazyliki mniejszej p.w. św. Elżbiety. Wieża tego gotyckiego kościoła mierzy 90m, a na taras widokowy prowadzą wąskie kręte schody. Po dotarciu na górę mamy piękną panoramę Wrocławia. Widać rynek, Ostrów Tumski, rzekę odrę, muzeum Panoramy Racławickiej. Jest to dobre miejsce na zaplanowanie trasy zwiedzania miasta.
Kolejnym punktem, który trzeba odwiedzić to Panorama Racławicka. Obraz namalowany przede wszystkim przez Wojciecha Kossaka i Jana Styka. Przedstawia bitwę pod Racławicami (1794). Ma długość 114 metrów oraz wysokość 15. Robi wrażenie, zwłaszcza, że całe otoczenie obrazu jest ucharakteryzowane dając złudzenie trójwymiarowości. Zaciera się granica między obrazem a sztafażem ustawionym przed nim. Koszt zwiedzania to 20zł, niby dużo jak na jeden obraz, jednak raz w życiu warto odwiedzić to miejsce.
Idąc dalej dotarliśmy do Ostrowa Tumskiego, najstarszej dzielnicy Wrocławia. Bardzo ładna okolica, skojarzenie mi się nasunęło z Praskimi Hradczanami. Z tą różnicą, że we Wrocławiu jest więcej kościołów: Archikatedra pw. Św Jana Chrzciciela, Kościół św. Idziego, Kolegiata św. Krzyża i św. Bartłomieja, kościół NMP na Piasku. Dodatkowo w okolicach rynku, kościół św. Magdaleny, wspomniany wcześniej św. Elżbiety, czy też kościół im. Jezus. Jeżeli ktoś lubi zwiedzać miejsca sakralne, naprawdę ma w czym wybierać. Wszystkim innym polecam odwiedzenie np. kościoła Mari Magdaleny oraz kościoła im. Jezus. Z tego względu, by zobaczyć czym się różni styl Gotycki od Barokowego. Natomiast w kościele NMP na Piasku do zobaczenia jest ruchoma szopka. Działa ona przez cały rok, jednak w okresie świąt bożego narodzenia rusza się wszystko, poza tym okresem tylko część. Jest to dzieło dość specyficzne, określił bym je jako odpustowe i tandetne. Warte jednak odwiedzenia (wstęp darmowy).
Chodząc po mieście w oka mgnieniu minęło 6 godzin. Gdy złapał nas głód, udaliśmy się na rynek w poszukiwaniach jakiegoś miejsca na konsumpcję. Trafiliśmy do niewielkiej restauracji „Readys”, wystrój nawiązuje do stylu Greckiego, dania kuchni greckiej, tureckiej. Bardzo smaczne, duże porcje za przystępną cenę (obiad dla dwojga wyszedł 45zł). Miejsce godne polecenia.
Tą małą ucztą pożegnaliśmy się z Wrocławiem, na pewno jeszcze tam wrócimy, gdyż jeden dzień to stanowczo za mało by poznać to miasto.













